O nas i o początkach hodowli
Małe puszyste kuleczki ,z pięknymi ogonkami ,bawiące się tylko ze mną i uciekające od innych członków rodziny -to moje pierwsze spotkania z kotkami ,kiedy spędzałam wakacje u babci na wsi. Mimo wielu lat próśb ,nigdy nie udało mi się przekonać mamy i nie mogłam mieć swojego kotka. Mój mąż,który zawsze miał w domu psa i rybki ,nawet nie chciał słyszeć o zwierzętach domowych. Raz jeden, 12 lat temu, wyjechał z domu beze mnie i dzieci na wycieczkę do Francji ,a kiedy wrócił, zastał pięknego kotka europejskiego,który wyglądał jak kotki z kreskówek z pięknymi białymi skarpetkami i cudnym białym krawatem.To był Gerwazy,a raczej Gerwazunia, gdyż okazała się dziewczynką i była z nami 11 pięknych lat (mąż nie miał sumienia jej wyrzucić), a kiedy odeszła to los i przeznaczenie przysłały nam Dido-przepiękną kotkę syberyjską z hodowli Impresario z Lublina . Zakochaliśmy się w jej zdjęciu w Internecie ,córka we Wrocławiu i my z mężem w Wałbrzychu dokładnie w tym samym czasie zobaczyliśmy to cudo. Didusia jest z nami już rok i wniosła dużo szczęścia do naszego domu.Jej pogaduszki ze mną ,czułe powitania ,kiedy wracam z pracy, a także arystokratyczne zachowanie , wywołują uśmiechy na twarzach wszystkich domowników.